Większość tekstów o automatyzacji zaczyna się od cudzej statystyki: „firmy oszczędzają średnio X procent". Te liczby są bezużyteczne, bo nie znasz metodologii, branży ani tego, kto je zamówił.
Zrobimy inaczej. Poniżej jest rachunek, który policzysz na swoich danych. Potrzebujesz kartki i dziesięciu minut.
Krok 1: policz swój koszt jednej oferty
Nie szacuj z głowy, bo pamięć zaniża. Weź jeden produkt, którego jeszcze nie wystawiłeś, i przejdź przez pełny proces ze stoperem: kategoria, tytuł, parametry, opis, zdjęcia, sprawdzenie karty katalogowej, publikacja. Rzetelnie, tak jak chcesz, żeby wyglądała każda Twoja oferta.
Zapisz czas. Nazwijmy go T.
Teraz policz swoją stawkę godzinową. Jeśli robisz to sam, weź kwotę, za którą realnie sprzedajesz swoją godzinę, albo zysk, jaki generujesz w godzinie pracy nad czymkolwiek innym. Jeśli robi to pracownik, weź pełny koszt zatrudnienia, czyli wynagrodzenie plus składki plus stanowisko, podzielony przez faktycznie przepracowane godziny w miesiącu. Nazwijmy to S.
Koszt jednej oferty = T × S. Zapisz tę liczbę, bo jest fundamentem wszystkiego dalej.
Krok 2: policz swój niewystawiony katalog
Ile pozycji masz u dostawców, a nie masz ich na Allegro? Ta liczba zwykle zaskakuje, bo w głowie funkcjonuje jako „reszta", a na papierze bywa większa niż to, co już wystawione.
Nazwijmy ją N.
Koszt wystawienia całego katalogu = T × S × N.
Dla większości sklepów, które robiły ten rachunek przy nas, wynik wychodził w miesiącach pracy etatowej. Nie w dniach.
Krok 3: policz koszt czekania
To jest część, którą pomija się najczęściej, a jest najdroższa.
Oferta niewystawiona nie generuje zera. Ona generuje utracony przychód, i to codziennie. Jeżeli średnia oferta w Twoim sklepie sprzedaje się choćby raz na dwa tygodnie z marżą M, to każdy miesiąc zwłoki przy N produktach kosztuje Cię realne pieniądze, tylko że nigdy nie pojawiają się one na żadnej fakturze. Dlatego tak łatwo je ignorować.
Weź swoją średnią miesięczną marżę na jednej aktywnej ofercie i pomnóż przez N. Tyle kosztuje Cię jeden miesiąc odkładania decyzji.
Krok 4: porównaj z alternatywą
Teraz masz trzy liczby: koszt jednostkowy, koszt całości i koszt zwłoki. Dopiero na tym tle ma sens porównywanie czegokolwiek.
Zatrudnienie człowieka rozwiązuje problem liniowo. Jedna osoba to jedna przepustowość, a jej koszt jest stały niezależnie od tego, czy dany miesiąc jest sezonem, czy zastojem. Do tego dochodzi wdrożenie, urlopy, rotacja i fakt, że po wystawieniu katalogu ta osoba nadal kosztuje.
Automatyzacja rozwiązuje ten sam problem skokowo. Koszt jednostkowy spada radykalnie, przepustowość przestaje być wąskim gardłem, ale pojawia się nowy obowiązek: nadzór. Ktoś musi ustawić reguły, sprawdzić pierwsze partie i pilnować, żeby system nie powielił błędu w tysiącu ofert naraz.
Gdzie człowiek nadal wygrywa
To nie jest tekst o tym, że etat jest zły. Są zadania, w których człowiek jest niezastąpiony i szkoda go marnować na przeklejanie parametrów.
Negocjacja z dostawcą. Decyzja o wejściu w nową kategorię. Rozmowa z niezadowolonym klientem, która ratuje relację. Wybór, które produkty w ogóle warto sprowadzać. Zdjęcia, których nikt jeszcze nie zrobił. Wyczucie, że coś w wynikach wygląda nie tak, zanim jeszcze widać to w liczbach.
Wszystko to wymaga oceny sytuacji, nie przepustowości. Sensowny podział ról jest więc taki: maszyna bierze na siebie objętość, człowiek bierze decyzje. Problem większości sklepów polega na tym, że człowiek robi jedno i drugie, a objętość zjada mu czas na decyzje.
Jedna uczciwa uwaga o naszych liczbach
Moglibyśmy w tym miejscu wstawić efektowną statystykę o tym, ile razy szybszy jest cyfrowy pracownik. Nie zrobimy tego, bo taka liczba zależy od branży, jakości danych od dostawcy i tego, jak dokładnie liczysz „wystawienie".
Zamiast tego pokazujemy konkretne wdrożenia z datami i wynikami w naszych case studies. Tam liczby są nasze, sprawdzalne i podpisane. Twoje wyjdą inne, bo Twój katalog jest inny.
Policz swoje T, S i N. Jeżeli wynik Cię zaskoczy, sprawdź, jak wygląda ten sam rachunek z EcomPilotem.